Wilkołak
16-18 lipca godz. 18:00
Tytuł: Wilkołak
Tytuł oryginalny: The Wolfman
Reżyseria: Joe Johnston
Scenariusz: David Self, Andrew Kevin Walker
Produkcja: USA 2010, 102 min.
Obsada: Hugo Weaving, Benicio Del Toro, Anthony Hopkins,
Emily Blunt, Geraldine Chaplin, Kiran Shah, Art Malik
Muzyka: Danny Elfman, Paul Haslinger
Zdjęcia: Shelly Johnson
Arystokrata Lawrence Talbot na prośbę Gwen Conliffe - narzeczonej brata, powraca do rodzinnej posiadłości w Anglii by pomóc w poszukiwaniach jej ukochanego. Tam odkrywa, że za zaginięciem brata może stać krwiożercza bestia, która terroryzuje okolicznych mieszkańców. Sprawą interesuje się również Scotland Yard, który wysyła na miejsce swojego najlepszego człowieka, podejrzliwego inspektora Amberline'a.
"Wilkołak" to remake klasycznego horroru z 1941 roku pod tym samym tytułem. Jeśli jednak ktoś liczy na powrót do starych dobrych czasów, ten się mocno rozczaruje. Z prawdziwej gotyckiej opowieści grozy została tylko scenografia i ogólny zarys fabuły. Reszta została podrasowana na potrzeby współczesnego odbiorcy. Stąd sceny przemiany w wilkołaka zostały bardzo pieczołowicie opracowane i trzeba przyznać, że są niezwykle widowiskowe. Z kolei sceny ataków wilkołaków są o wiele bardziej brutalne, niż się można było tego spodziewać. Kiedy dodać do tego osobliwe poczucie humoru scenarzystów widoczne w konstrukcji niektórych bohaterów oraz w dialogach, rezultat końcowy jest zaskakujący. Przywodzi na myśl horrory Jamesa Whale'a: z jednej strony robione całkiem serio, a z drugiej charakteryzujące się campową ironią i celebracją kiczu. Paradoksalnie więc unowocześnienie "Wilkołaka" sprawia, że jest mu zdecydowanie bliżej do "Narzeczonej Frankensteina" niż do barokowego rozmachu "Drakuli" Coppoli czy lateksowej estetyki "Underworldu".
Wielką zaletą filmu są kreacje aktorskie - znakomity w roli Lawrence Benicio Del Toro, ale również pojawiający się na drugim planie Anthony'ego Hopkinsa i Hugo Weavinga. Obaj zagrali postaci mocno przerysowane, które portretowane przez mniej doświadczonych aktorów przeistoczyłyby się w błaznów. Tymczasem pełen ironii Weaving z cudownym akcentem wypowiadający swoje jakże brytyjskie kwestie, czy też Hopkins w roli mocno toksycznego ojca, to bohaterowie barwni, intrygujący i przykuwający uwagę.